Kategorie
Opinie

Flipping z perspektywy marksistowskiej

Prognozy na rok 2024 nie wskazują na perspektywę jakiegokolwiek przełomu w kwestii dotyczącego zarówno Polski jak i wszystkich państw kapitalistycznych kryzysu mieszkaniowego. Po ewentualnej stagnacji w pierwszych miesiącach roku nastąpi powrót do charakteryzującej XXI wiek, a w szczególności ostatnią dekadę, tendencji nieustannego wzrostu cen nieruchomości i najmu. Obecnie cena za metr kwadratowy w Warszawie wynosi w przybliżeniu 17 tys. złotych, niewiele niżej w innych większych miastach. Zarabiający pensję minimalną, wynajmujący mieszkanie Warszawiak co najmniej połowę swojej miesięcznej pensji wyda na możliwość snu pod dachem, a jeśli jakimś cudem odziedziczył mieszkanie i posiada je na własność, to i tak czynsz pochłonie około jednej czwartej wynagrodzenia. Po zaspokojeniu innych, absolutnie podstawowych potrzeb Warszawiak ten zostanie już w zasadzie z pustymi rękoma, a ewentualną, marną nadwyżkę, zmęczony tygodniem pracy utopi w taniej rozrywce.

Przyczyn zjawiska galopujących cen mieszkań jest wiele. Marksistowskie spojrzenie nakazuje źródeł tych doszukiwać się samych fundamentach systemu kapitalistycznego, mimo to jednak wszelkie niuanse w funkcjonowania obecnego, późnokapitalistycznego społeczeństwa, są warte osobnego omówienia oraz analizy. Dekada niespotykanego dotąd w tym wymiarze wzrostu cen nieruchomości zbiegła się bowiem z upowszechnieniem wśród klasy kapitalistów zjawiskiem flippingu. Naiwnym byłoby oczywiście obarczać ów flipping całą odpowiedzialnością za obecną sytuację, niemniej jednak z całą pewnością fenomen ten stanowi bardzo istotną dla struktury dzisiejszej gospodarki kapitalistycznej formę społecznych stosunków własnościowych.

Flipping jest bowiem praktyką, która w bardzo łatwy i bezpieczny sposób pozwala pomnożyć pieniężny kapitał. Polega ona na obrocie nieruchomością, która zakupiona zostaje po zaniżonej przeważnie ze względu na relatywnie kiepski stan cenie, aby następnie zostać przez nabywcę wyremontowana, co w efekcie podnosi znacznie jej wartość, i ostatecznie sprzedana, po cenie rzecz jasna jak najwyższej. W praktyce więc każdy, kto posiada odpowiednio dużą sumę kapitału pieniężnego, jest w stanie kapitał ten pomnożyć za pomocą flippingu. Tak podatny grunt logicznie skutkował więc wielokrotnie przyspieszonym zyskiem popularności, dochodząc w ciągu dekady ze stanu sprytnej taktyki małego kapitalisty do postaci mechanizmu obejmującego znaczną część rynku mieszkaniowego, opanowanego przez banki i wielkich inwestorów. Skutkuje to nieuchronnym procesem sztucznego zawyżania cen, które szybują coraz to wyżej, prześcigając siebie wzajemnie.

Według danych Eurostatu między rokiem 2005 a 2020 Polska zanotowała najwyższy wśród wszystkich państw Unii Europejskiej wzrost cen mieszkań, wynoszący 142%. W tym samym z kolei przedziale czasowym realne wynagrodzenia wzrosły raptem o 34%. Ciągłe udoskonalanie form i możliwości pomnażania kapitału, ekstrakcja coraz to większej wartości dodatkowej, bezgraniczna ekspansja w ograniczonym świecie, wszystko to prowadzi do powstawania paradoksów, które jeszcze sto lat temu byłyby nie do pomyślenia. Mowa oczywiście o dotykających współczesny kapitalizm kryzysach nadprodukcji, które dotyczą nie tylko towarów konsumpcyjnych, lecz także nieruchomości. W Polsce znajduje się około 33 tys. osób bezdomnych, przy jednoczesnych dwóch milionach stojących na terenie kraju pustych mieszkań. Ludziom tym bez problemu można byłoby zagwarantować dach nad głową, ale to byłoby oczywiście dla klasy posiadającej nieopłacalne.

Co wyróżnia rynek nieruchomości na tle innych towarów, to brak jakiegokolwiek uwiązania w kwestii galopujących w górę wartości. Rynek ten w swoim działaniu dużo bardziej od rynku klasycznego przypomina giełdę kryptowalut, rządzoną przez spekulantów. Ceny mieszkań mogą bezgranicznie prześcigać jedna drugą, a wartość być sztucznie podnoszona, niczym nadmuchiwany balon. Flipping jest jednym z głównych motorów napędowych tego zjawiska, przyczyniając się znacznie do stałego, nieprzywiązanego do klasycznych mechanizmów wzrostu cen nieruchomości.

Źródło tego stanu rzeczy jest z perspektywy marksistowskiej dość oczywiste. Pozostawiona w prywatnych rękach własność ziemska, tak jak każdy inny sektor gospodarki podlegająca mechanizmom rynkowym staje się źródłem zysku, towarem, nie zaś miejscem do życia. Tak jak w każdym innym sektorze następuje więc proces monopolizacji, który całą przestrzeń do życia skupia w rękach garstki obrzydliwie bogatych właścicieli, tym samym umożliwiając konstytuowanie dowolnie wysokich cen. Z sytuacji wyjść można jedynie za pomocą uspołecznienia własności ziemskiej, która przeznaczona dla dobra społeczeństwa, nie zaś dla zysku, będzie wykorzystywana do swego rzeczywistego powołania.

Źródła:

  1. An Empirical Analysis of Residential Property Flipping
  2. Karol Marks; Płaca, cena, zysk
  3. W ciągu 15 lat ceny mieszkań w Polsce wzrosły o 142 proc. To najwyższy wynik w UE – Forsal.pl
  4. https://nieruchomosci.dziennik.pl/news/artykuly/9400012,co-z-cenami-mieszkan-w-2024-roku-eksperci-nie-maja-dobrych-wiesci.html
  5. Wynagrodzenia w Polsce według GUS – dane roczne – wynagrodzenia.pl
Kategorie
Opinie Publicystyka

Unia Europejska naszym okiem


Wydaje się, że panującym w Polsce przekonaniem jest to, że każda szanująca się lewicująca osoba, powinna stać murem za Unią Europejską. Wtóruje temu zresztą druga strona barykady — określając Unię jako potwora, który wszędzie chce wepchnąć swój marksizm kulturowy i pragnie pozbawić Polskę polskości. Jak jednak jest naprawdę? Czy faktycznie marksiści i marksistki powinni wspierać Unię Europejską, jej dążenie do ciągle postępującej unifikacji Europy? Na to pytanie postaramy się pokrótce odpowiedzieć w niniejszym artykule.

Kategorie
Publicystyka

Słów kilka o strajku przewoźników.

Od 6 listopada trwa protest polskich przewoźników (zwany przez nich samych strajkiem) na granicy polsko-ukraińskiej. W niniejszym tekście nie będę podejmował prób relacjonowania wydarzeń związanych z protestem przewoźników, ani w poruszaniu ogółu zagadnień wokół niego – omawiany protest trwa już od prawie półtora miesiąca, jest komentowany w mediach ogólnokrajowych, a także w mediach i na portalach określających się jako lewicowe. Zamiast tego, postaram się poruszyć kwestie – moim zdaniem – mało poruszane w artykułach na ten temat, oraz podejmę próbę spojrzenia klasowego na protest przewoźników.

Kategorie
Publicystyka

Życzenia bożonarodzeniowe

Fenomen świątecznego konsumpcjonizmu, jako jedno z charakterystycznych aspektów współczesnego społeczeństwa, jest nie tylko rezultatem kapitalistycznego systemu, ale także jego nieodłącznym elementem. Początki tego zjawiska sięgają ewolucji kapitalizmu, który wyniósł konsumpcję na piedestał gospodarczej dynamiki. W miarę upływu czasu, zwłaszcza w okresie świąt, reklamy i medialny nacisk skutecznie kształtują kulturę i zmieniają tradycje pod dyktando kultury posiadania, uczyniwszy z konsumpcji nieodłączny element naszego społecznego obrazu.

Kategorie
Publicystyka

Szczyt COP28

12 Grudnia 2023 roku zakończyła się trwająca dwa tygodnie, organizowana przez Organizację Narodów Zjednoczonych konferencja COP 28, w tym roku odbywająca się w Dubaju. W ramach tego wydarzenia przedstawiciele państw-sygnatariuszy konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu dyskutowali nad strategiami ograniczenia wpływu ludzkości na klimat. 

Kategorie
Publicystyka

Zjednoczony kapitał przeciwko Palestyńczykom

Od 7 października przez cały świat przewinęły się niezliczone protesty wyrażające poparcie dla prawa Palestyńczyków do samostanowienia i ich walki o przetrwanie w obliczu czystki etnicznej przeprowadzanej skrupulatnie przez izraelski reżim. Ludzie protestowali i protestują w Polsce, Argentynie, Sri Lance, Niemczech, Irlandii, Kubie, Węgrzech, Włoszech, Kenii, Japonii, Mozambiku, USA, Nigerii, Francji, Jordanii, Tunezji, Indiach, Danii, Hiszpanii, RPA, Turkmenistanie, Malezji i w wielu innych krajach. 

EUROPA

Elity polityczne i finansowe ze strachu przed rosnącą liczebnością uczestników na propalestyńskich protestach, od prawie półtora miesiąca starają się brutalnie represjonować okazywanie solidarności z uciskanymi Palestyńczykami. W Europie, rządy Niemiec, Węgier, Wielkiej Brytanii, Francji i Austrii wykorzystały już swój aparat represji, by traktować hasła wyrażające poparcie dla niepodległej Palestyny, czy publiczne wywieszanie palestyńskiej flagi narodowej jako „zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego”. Przeciwko protestującym opowiadają się zarówno partie i koalicje rządzące, jak i co ciekawe, często też ugrupowania opozycyjne i to wbrew temu, na jakie nastroje wskazuje liczna obecność na demonstracjach propalestyńskich. 

Wystarczy wspomnieć, że w zeszłym tygodniu w brytyjskim parlamencie głosowano nad uchwałą, by Wielka Brytania oficjalnie zaapelowała do Izraela o zawieszenie broni, przeciwko czemu zagłosowało 293 posłów i posłanek, tym samym odrzucając projekt uchwały. Co jeszcze ciekawsze, moralnie skorumpowana socjaldemokratyczna brytyjska Partia Pracy oficjalnie poinstruowała swoich posłów i posłanki, by głosowali także przeciwko zawieszeniu broni. Sam lider partii — Keir Starmer, wypowiedział się w mediach, że popiera, by izraelskie wojsko odcięło dostęp do wody, jedzenia i prądu dla mieszkańców Strefy Gazy — co spełnia wszelkie kryteria nawoływania do popełnienia zbrodni wojennej. Warto tylko dodać, że Partia Pracy wyciągnęła konsekwencje wobec 56 posłów i posłanek będących członkami partii, którzy zagłosowali za zawieszeniem broni (m.in. odwołując swoje poparcie dla 8 tzw. ministrów cieni, czyli potencjalnych kandydatów na ministrów z ramienia Partii Pracy, gdyby ta miała współtworzyć rząd). 

W Niemczech zorganizowane represje przeciwko organizacjom propalestyńskim trwają dużo dłużej. Niemieccy słudzy europejskiego i izraelskiego kapitału nazywają antysemitami ludzi nawołujących do bojkotu firm czerpiących zyski z handlu z Izraelem oraz do nałożenia sankcji na samo Państwo Izrael.  W tymże kraju elity próbują uzasadniać swoje oficjalne poparcie dla Izraela tym, że państwo niemieckie ma „historyczny obowiązek”, by odkupić winy za hitlerowskie zbrodnie. Trudno jednak szukać logiki w takiej argumentacji jeżeli niemieckie elity dopatrują się sposobu na zmazanie z siebie bestialstwa nazistowskiego reżimu — poprzez wsparcie równie zbrodniczego syjonizmu, który wręcz część polityki wprost kopiuje z rasistowskiego ustawodawstwa III Rzeszy i apartheidowej RPA (np. ulice, po których Palestyńczycy mają ustawowy zakaz przemieszczania się, są nazywane „czystymi ulicami”, a jako Palestyńczyk nigdy nie wiesz, czy ta konkretna noc w twoim domu nie będzie twoją ostatnią gdy rano obudzą cię izraelscy żandarmi, oznajmiając, że od dziś mieszka tu już obywatel Izraela). Kanclerz Niemiec — Olaf Scholz, w trakcie swojej przemowy podczas wizyty w Tel Avivie oficjalnie ogłosił, że Niemcy będą represjonować wszelką aktywność, którą uzna się za noszącą znamiona popierania Hamasu. Praktyka pokazuje jednak, że stosowanie tej obietnicy w praktyce oznacza, że chociażby wyrażenie sprzeciwu wobec ludobójstwa dokonywanego na narodzie palestyńskim jest uznawane za akt popierania Hamasu

W Polsce niedawno także były podchody pod przetestowanie zastosowania obostrzeń wobec protestów propalestyńskich. Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski próbował zablokować kontrmanifestację wobec proizraelskiej pikiety. Na szczęście opór społeczności lokalnej, upór aktywistów i aktywistek, nagłośnienie medialne sprawy oraz deklaracje jego elektoratu, że właśnie stracił ich głos, wywarły presję, by zastosował się do wyroku sądu o legalizacji kontrmanifestacji bez prób odwoływania się od decyzji. Ten sam prezydent polskiej stolicy jest jednym z przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej, którzy tak głośno krzyczeli o autorytaryzmie i nieposzanowaniu zasad demokracji przez poprzednią ekipę rządzącą Prawa i Sprawiedliwości. Tenże przedstawiciel „demokratycznej opozycji” pokazał jednak, że podobnie jak dla byłego rządu, tak i dla niego demokracja jest wtedy kiedy to jego koledzy i koleżanki z koalicji są ustawieni, a nie kiedy do głosu dochodzą obywatelki i obywatele. 

INDIE

Poza Europą także np. w Indiach pojawiły się państwowe represje przeciwko propalestyńskim aktywistom. Tamtejsza policja wystawiła m.in. list gończy za muzułmańskimi uczonymi za – uwaga – napisanie w social mediach wiadomości o treści „Popieramy Palestynę”. Zostali oni oskarżeni z tytułu, tutaj również prosimy o uwagę, „promowania nienawiści pomiędzy grupami społecznymi”. Przykład dwóch takich uczonych to Atif Chaudhary i Suhail Ansari. Dochodzi także do aresztowania studentów i robotników, którzy brali udział w propalestyńskich zgromadzeniach, jednocześnie skrajnie prawicowe proizraelskie ugrupowania, jak np. Bajrang Dal organizują marsze pod hasłami „Precz z Palestyną” i władze już nie upatrują w tym znamion nawoływania do nienawiści między grupami społecznymi. Indie od niedawna politycznie i ekonomicznie zbliżyły się do USA i Izraela, co może tłumaczyć skąd zmiana dotychczasowego kursu w państwie, które historycznie było pierwszym niearabskim krajem, który nawiązał stosunki z Organizacją Wyzwolenia Palestyny. Brak reakcji na protesty obywateli i obywatelek Indii na rzecz wyzwolenia Palestyny i zawieszenia broni mógłby zostać źle odebrany przez aktualnych partnerów handlowych. 

A KOMU NA TYM ZALEŻY?

Dlaczego to wszystko się dzieje? Skąd takie zażarte działania rządów z różnych części świata, by zdławić propalestyńskie ruchy? Stare powiedzenie mówi — jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, tak też jest w tym przypadku. Izrael jest w gronie dziesięciu największych eksporterów broni na świecie, to biznes wart dla izraelskiego przemysłu zbrojeniowego między 7 a ponad 12 mld dolarów rocznie, zależnie od roku (dla 2022 roku było to dokładnie 12,5 mld dolarów). 

Polskie wojsko korzysta na współpracy między Wojskowym Instytutem Technicznym Uzbrojenia a izraelskim koncernem Rafael, który odpowiada za modernizację pocisków Spike używanych przez Wojsko Polskie a produkowanych w Polsce przez zakłady Mesko. Te same pociski z otwartymi ramionami przyjmują też Niemcy, Czechy czy Rumunia. Dla przykładu tylko w grudniu 2015 roku Polska zamówiła pociski typu Spike za łączną wartość  602 mln złotych.

Także wymienione wcześniej Indie korzystają na izraelskim przemyśle zbrojeniowym. W 2016 roku np. premier Indii – Narendra Modi, podpisał z Izraelem umowę na zamówienia wojskowe o wartości 3 mld dolarów. Izrael jednocześnie do dziś stanowi trzeciego dostawcę uzbrojenia dla sił zbrojnych Indii, po USA i Francji. Zamówienia dotyczą także tak jak w przypadku Polski, rakiet Spike, ale także podzespołów do układów celowniczych i pojazdów pancernych. 

Przemysł zbrojeniowy Niemiec z kolei jest bardzo istotnym eksporterem uzbrojenia do Izraela, a jednocześnie bardzo szybko reagującym na ewentualne „zwiększone zapotrzebowanie”. W związku ze spodziewaną, a później dokonaną ofensywą Hamasu, tylko od początku tego roku do 2 listopada wyeksportowano z Niemiec do Izraela uzbrojenie o równowartości 303 mln euro. Dla porównania, przez cały 2022 rok były to 32 mln euro. 

Mamy zatem odpowiedź skąd tak ostra reakcja rządów. Żaden kapitalista nie pozwoli, by tak niewyobrażalna bańka finansowa była jakkolwiek zakłócona przez ludzi walczących o prawo do życia i prawo do samostanowienia dla Palestyńczyków. Izrael jednocześnie wykorzystuje Palestyńczyków jako króliki doświadczalne — testując swoje technologie wojskowe, wystrzeliwując je w mieszkańców Strefy Gazy. Importerzy i eksporterzy współpracujący z izraelską zbrojeniówką wiedzą o tym, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki płyną pieniądze. 

Kapitalizm karmi izraelskie ludobójstwo i państwo apartheidu, a na całym świecie obserwujemy jak wyścig zbrojeń i pogoń za łatwym zyskiem, który daje rozkręcanie przemysłu militarnego, doprowadza nas coraz bliżej do zagrożenia III wojny światowej. USA, Unia Europejska, Rosja, Chiny, Izrael od lat prężą muskuły, by dokonać przetasowania w globalnym podziale wpływów, szukają tylko pretekstu. Jednym z tych pretekstów jest obecnie próba dokonania anihilacji Palestyńczyków jako narodu. 

My mówimy nie podżegaczom wojennym i ludobójcom! Tak dla pokoju! Tak dla Wolnej i Demokratycznej Palestyny!

Kategorie
Publicystyka

Dzień Pamięci Osób Transpłciowych

Dzień Pamięci Osób Transpłciowych obchodzony jest corocznie 20 listopada od 1999 roku. 

Ma on na celu upamiętnienie i nagłośnienie zabójstw na tle transfobicznym, a także zwrócenie uwagi na ciągłe prześladowania, z którymi spotykają się osoby transpłciowe. 

Dzień Pamięci Osób Transpłciowych [1]

Pierwszy raz Dzień Pamięci Osób Transpłciowych, obchodzony był w 1999 roku z inicjatywy trzech transpłciowych działaczek – Gwendolynn Ann Smith, Nancy Nangeroni i Jahairy DeAlto. Upamiętnia on ofiary zabójstw na tle transfobicznym, a obchodzony jest zazwyczaj poprzez czuwanie, podczas którego wyczytywane są imiona i nazwiska zamordowanych osób transpłciowych w okresie od 20 listopada zeszłego roku, do 20 listopada roku bieżącego. Dzień ten szybko rozprzestrzenił się również poza same Stany Zjednoczone – dziś obchodzony jest również w Europie, m.in. w Polsce.

Dlaczego 20 listopada?

Data ta nawiązuje do dnia morderstwa Chanelle Pickett z pobudek transfobicznych, 

do którego doszło w amerykański miasteczku Watertown w stanie Massachusetts w 1995 roku. Nie było to jednak pierwsze tego typu zdarzenie. Lata 90. w których doszło do morderstwa Chanelle były także latami, w których znacząco wzrosła przemoc w stosunku do społeczności LGBTQ+ w stanie Massachusetts. Wspomnieć należy morderstwo Deborah Forte w 1994, Rity Hester w 1998, której śmierć stała się jednym z głównych motywów do powstania Dnia Pamięci Osób Transpłciowych i Monique Thomas – również w 1998 roku. Niewiele lat po śmierci Chanelle – bo w 2003 roku – w Nowym Jorku zamordowana została również jej siostra Gabrielle.

Upamiętnienie ofiar 

Po śmierci Deborah Forte, Rity Hester oraz Brandona Teena zaczęto organizować czuwania. 10 grudnia 1995 zorganizowano nabożeństwa poświęcone Chanelle Pickett, na których zjawiło się około 250 osób, wśród nich jedna z założycielek Dnia Pamięci – Nancy Nangeroni. 16 maja 1997 zakończyła się sprawa zabójcy Chanelle – Williama Palmera, który pomimo obciążających go dowodów oraz jednoznacznego stwierdzenia przez patologa 

śmierci ofiary z powodu uduszenia przez stronę drugą, został skazany za napaść i pobicie oraz pozbawiony wolności na 2 lata i w zawieszeniu na 5 lat. Tego też dnia Nancy zorganizowała pod budynkiem sądu, w którym wydano wyrok, protest przeciwko przemocy wobec osób transpłciowych.

Zmiany?

Czy od czasu pierwszego Dnia Pamięci Osób Transpłciowych można w ogóle rozmawiać o poprawie sytuacji? Według świeżego raportu NGO Transgender Europe – tylko między 1 październikiem 2022 a 30 września 2023 roku zamordowanych zostało 320 osób transpłciowych [2]. To niewiele mniej niż w ubiegłym roku. Oprócz tego niezliczona ilość cierpi z powodów przemocy werbalnej i psychicznej – tu można wymienić, chociażby tzw. deadnaming, czyli używanie „martwego” imienia osoby transpłciowej lub niebinarnej, problemów natury prawnej czy ekonomicznej w przypadku drogiej i skomplikowanej procedury, którą jest korekta płci. Osoby transpłciowe i inne osoby LGBTQ+ wciąż borykają się z uprzedzeniami, szykanowaniem i przemocą na ogromną skalę. Jak napisała w 2022 roku Samantha Riedel: „Jeśli w 1999 roku przemoc wobec osób transpłciowych była jak maszynka do mięsa, dziś jest jak ocean krwi” [3].

Stanowisko Czerwonych 

Jako socjaliści jesteśmy przeciwko jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na płeć czy chęć jej korekty. Jednym z celów naszego działania jest również wolność do autentyczności swojej tożsamości płciowej, niezależnej od społecznych, utrwalanych od setek lat konstruktów.

  „Tęczowy kapitalizm”, który zwłaszcza w ostatnim czasie jest wyjątkowo jaskrawo widoczny, pod powierzchownym obliczem wspierania osób transpłciowych oraz innych osób LGBTQ+, jest jednak jednym z głównych źródeł ciągłego ich prześladowania. Konieczność ciągłego reprodukowania siły roboczej dla działania kapitalistycznego modelu produkcji, zmusza ostatecznie do traktowania w warstwie kulturowo-społecznej tradycyjnego dla zachodnich społeczeństw binarnego podziału płci, ze względu m.in. na funkcje reprodukcyjne, jako preferowanego i ostatecznie pożądanego. Taki binarny podział wspiera bowiem utrzymywanie również konserwatywnego podejścia do tożsamości płciowej – związanej w takim poglądzie bezpośrednio z płcią biologiczną. Jest to ważne, bo tożsamość płciowa nie jest tylko pewną subiektywną ideą, ale bezpośrednio wpływa na materialne warunki życia, przypisując konkretne i poszeregowane relacje społeczne i podział pracy w ramach istniejącego systemu.

I tej sytuacji nie zmieni żadna ilość osób transpłciowych na stanowiskach kierowniczych czy menedżerskich. Pinkwashing, uprawiany namiętnie przez wszelkiej maści korporacje [4], pokazujące w ramach własnego PR i CSR jak bardzo inkluzywne są, nie zmienia w żaden sposób położenia osób transpłciowych z klasy pracującej. Takie działanie ma na celu jedynie upiększenie klasowego wyzysku, jaki wpisany jest w logikę kapitalizmu. 

Przywłaszczenie i zmiękczenie przez kapitalizm oddolnej walki prowadzonej przez osoby LGBTQ+, głównie za sprawą olbrzymiego zaplecza finansowego, sprawia, że sam ruch staje się niezdolny do działania i stworzenia realnej zmiany, zgadzając się na liberalne rozwiązania, nienaruszające w żaden sposób status quo.

Nie możemy mówić o wyzwoleniu osób transpłciowych i LGBTQ+, bez wyzwolenia ludzkości od kapitalizmu.

Źródła:

  1. About TDOR, https://web.archive.org/web/20110904030738/http://www.transgenderdor.org/?page_id=4
  2. Trans Murder Monitoring 2023 Global Update, https://tgeu.org/trans-murder-monitoring-2023/
  3. S. Riedel, Remembering Rita Hester, Who Changed What It Means to Remember Trans Lives, https://www.them.us/story/rita-hester-trans-remembrance-visibility-memorial
  4. The Highest-Paid Female CEO is a Transgender Founder (Who Built a Robot Version of Her Wife), https://www.inc.com/graham-winfrey/the-highest-paid-female-executive-in-the-us-is-a-transgender-ceo.html
Kategorie
Publicystyka

Sytuacja powyborcza w Polsce — stanowisko Czerwonych

Jako Czerwoni nie zajęliśmy żadnego oficjalnego stanowiska przed wyborami parlamentarnymi w Polsce 15.10. Wpływ na to miało w dużej mierze kilka czynników.

Po pierwsze, uważamy, że koalicja wyborcza „Lewicy”, w tym wszystkie ugrupowania ją tworzące, nie zasługują w ogólności na nasze całościowe poparcie. W jej szeregach doszukać się można wielu osób, których głoszone poglądy nie przystoją socjaldemokratom, o socjalistach nawet nie wspominając. Sam program „Lewicy”, przede wszystkim w sferze gospodarczo-społecznej, nie jest zgodny z naszą wizją Polski, która miałaby się stać krajem socjalistycznym i w praktyce realizującym ambitne postulaty dot. sprawiedliwości społecznej. Nie jesteśmy zainteresowani ciągłym i nieskutecznym naprawianiem systemu, który z samej swej natury jest chory i niesprawiedliwy dla ludzi pracy najemnej, stanowiących wbrew neoliberalnym mitom większość społeczeństwa. Chcemy zniesienia tego systemu. W programie „Lewicy” nie dostrzegamy prawie żadnych postulatów, które mogłyby posłużyć jako podstawa do budowy społeczeństwa socjalistycznego.

Po drugie, mamy dość nieustannego i pogłębiającego się konfliktu na linii PiS i anty-PiS. Niezmiennie, naszym zdaniem jest to konflikt zastępczy, w który usilnie od prawie 20 lat wpychają nas dwa postsolidarnościowe obozy — PiS i PO. Pokazała to zarówno przedwyborcza kampania, jak i wyniki głosowania. Rzutuje to także na „Lewicę”, której niestety część reprezentantów ulega toksycznej narracji środowisk liberalnych związanych z Platformą Obywatelską. Poza pustymi frazesami o „demokratycznej opozycji”, „praworządności”, „prawach człowieka”, „wolności” czy całkowicie bezkrytycznym podejściem do UE i NATO i pozostałych zachodnich struktur, widoczny jest w niej pełen pogardy i nienawiści stosunek do osób głosujących na PiS.

W wizji osób stosujących tego typu narracje wyborcami PiS-u mają być jakoby ludzie pozbawieni moralności, leniwi, nieudacznicy i niewykształceni, zamieszkujący „prowincję”. Widać tutaj ewidentną pogardę klasową. Nic dziwnego, skoro jądrem „zjednoczonej demokratycznej opozycji” jest PO — partia neoliberalna, która od swojego powstania głosi poglądy zachwalające transformację ustrojową. Jednocześnie poucza i poniża „osoby, którym się nie udało z własnej winy”, a wychwala ludzi, którzy jakoby „samodzielnie osiągnęli sukces”. Nie było, nie ma i nie będzie naszej zgody na takie toksyczne i kłamliwe narracje. Naszym obowiązkiem jest stać po stronie ludzi pracy, bez względu na ich miejsce zamieszkania, wykształcenie, pochodzenie czy to na kogo głosowali, czy aktualnie głosują. Uważamy, że demonizowanie lub nawet odczłowieczanie tych ludzi przez polityków, część wyborców czy media głównego nurtu jest haniebne i przeciwskuteczne.

Uważamy, że panująca w Polsce atmosfera polityczna, sprowadzająca w praktyce niemalże wszystko do sporu PiS-u z anty-PiS-em, nie sprzyja prowadzeniu jakkolwiek konstruktywnej i merytorycznej debaty publicznej. Wpływ ma na to również upadek etosu dziennikarskiego, jakości mediów oraz ich koncentracja w rękach nielicznych. Są to strategie klas rządzących na utrzymanie władzy. Nie mamy wątpliwości, że dzięki nim, panujący w naszym kraju system kapitalistyczny, może nadal trwać, i to mimo coraz większych kryzysów w skali globalnej, jak i lokalnej.

Anty-PiS-owski rząd, jeśli utrzyma się do końca kadencji, będzie egzotycznym i niestabilnym tworem. Nie mamy złudzeń co do tego, że szumne obietnice wyborcze zostaną w większości wyrzucone do kosza. W warunkach współrządzenia skromnej reprezentacji „Lewicy” z liberałami i konserwatystami nie ma miejsca nawet na realizację części skromnych reformistycznych postulatów prospołecznych. Problemem może być nawet wdrożenie postulatu złagodzenia prawa aborcyjnego. Nie wspominając o ustanowieniu prawa do przerywania ciąży do 12 tygodnia, co było jednym z głównych postulatów kampanijnych „Lewicy”, a o czym zaczęła w swojej retoryce wspominać nawet Platforma Obywatelska. Weto może postawić w tej sprawie Polska 2050, PSL oraz konserwatywne skrzydło PO. Może się okazać, że jedyne, na co będą mogły zgodzić się wspomniane stronnictwa to powrót do zgniłego „kompromisu” aborcyjnego. Blokadą przy próbach zmiany prawa, nie tylko tego, będzie zapewne także Trybunał Konstytucyjny.

Nie mamy również żadnych podstaw, żeby wierzyć, że kwestia mieszkaniowa zostanie w jakikolwiek sposób podjęta przez rząd składający się w dużej mierze z neoliberałów. Problemem może być samo utrzymanie dotychczasowych skromnych zdobyczy socjalnych z czasów rządów PiS-u. Mamy prawo obawiać się dalszej deregulacji rynku i cięć wydatków publicznych pod pretekstem jakoby „tragicznej sytuacji budżetowej” po PiS-ie, spowolnienia gospodarczego i kryzysu. Z kolei zapowiedzi odejścia od ograniczeń handlu w niedziele uważamy za nieracjonalne i jednocześnie antypracownicze. Każda ciężko pracująca osoba ma prawo do stałego dnia wolnego w tygodniu. Postulat „uwolnienia handlu” w niedzielę, wysuwany przez neoliberałów, uważamy za działania w interesie wielkich korporacji, a nie ludzi pracy. Dodatkowo, autorzy tego pomysłu praktycznie w ogóle nie wspominają o przepisach o dot. wyższych stawek godzinowych za pracę w handlu w niedziele. 

Kolejno, Ci, którzy wierzyli, że mur na granicy polsko-białoruskiej zostanie rozebrany, a ludzie tam koczujący zaczną być traktowani w humanitarny sposób — zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym, także mogą poczuć się rozczarowani. Platforma Obywatelska (oraz niestety części parlamentarnej „lewicy”) od niedawna zmieniła swoją retorykę nt. sytuacji na granicy. Słychać wśród niej głosy o „bezpieczeństwie” i „konieczności obrony granic”, co jakoby miałoby usprawiedliwiać nieludzkie traktowanie osób na granicy oraz notoryczne łamanie przepisów międzynarodowych. Widać przy tym, że temat ten jest pomijany przez PO. Nic dziwnego, partia Tuska ma świadomość, że temat uchodźców może okazać się wygodnym sposobem na rozgrywanie opinii publicznej. Przy tej okazji i nie tylko tej, wychodzi na jaw, że PO i PiS, wbrew temu, co głoszą oba te ugrupowania, wcale nie różni tak wiele. Obie partie wywodzą się z podobnych środowisk.

Jako Czerwoni podchodzimy bardzo sceptycznie do ewentualnego rządu „demokratów”. PO/KO, które miałoby stanowić trzon tej koalicji, nie ma żadnej spójnej wizji tego, na czym miałyby polegać ich zmiany w Polsce, poza tym, że mają one odsunąć PiS od władzy — tj. wrócić do stanu sprzed 8 lat. Zasadniczym problemem jest to, że Polska PO była bardzo daleka od ideałów z punktu widzenia większości społeczeństwa, co wciąż usilnie wypierają politycy tej formacji oraz większość jej elektoratu. Dla PO czas niejako zatrzymał się w 2015 roku. Jednak wbrew błędnym wyobrażeniom, od tego czasu w Polsce i na świecie zaszło wiele zmian. Prowadzenie tej samej polityki jest niemożliwe. Rzeczywistość stawia przed nami wciąż nowe wyzwania. W skali globalnej dochodzi do znaczących przetasowań. Amerykański imperializm słabnie — na naszych oczach rodzi się świat wielobiegunowy.

Tymczasem rządząca Polską od ponad 30 lat klasa polityczna nie ma żadnych pomysłów na to, jak w skuteczny sposób dostosować się do tych zmian i wyzwań czy nawet skorzystać z nich dla dobra większości społeczeństwa.

Obowiązujący w Polsce system wyborczy w ramach demoliberalnej systematyki jest niesprawiedliwy. Nie oddaje on realnych poglądów polskiego społeczeństwa. Podejmując się reformy istniejącego systemu, optujemy za odejściem od systemu d’Hondta, który daje przewagę dużym ugrupowaniom, kosztem tych mniejszych, na rzecz systemu proporcjonalnego oraz obniżeniem progu wyborczego do 3% dla list do sejmu w skali okręgu. Tym samym, według nas próg finansowania ugrupowań powinien wynieść 2% w skali kraju. Niezmiennie stoimy na stanowisku popierającym likwidację senatu i możliwość odwołania parlamentarzysty przez wyborców oraz ograniczenie ilości kadencji na urzędzie. Wszystkie zmiany miałyby na celu uwolnienie polskiej sceny politycznej od polaryzacji, zabetonowania i tym samym zawłaszczania jej przez dwa dominujące obecnie obozy. Obecna sytuacja wyklucza z życia publicznego szeroko rozumiane ugrupowania alternatywne. Wiele grup społecznych może czuć się niereprezentowanych, a przez to wykluczonych. Nie ma mowy o prawdziwej demokracji bez szerokiej reprezentacji społecznej.

Cieszyć może sam fakt bardzo dużej frekwencji wyborczej w tym roku. Przypomnijmy, że są to kolejne już wybory, gdzie frekwencja jest wyższa w porównaniu do poprzedniej elekcji.

W kwestii referendum uważamy, że pytania w nim zawarte były nieobiektywnie i zwyczajnie nieuczciwe sformułowane — zawierające już w samej swej treści tezę i sugerujące odpowiedź wraz ze zideologizowanym komentarzem. Przeczy to wprost założeniu pluralizmu w panującym w Polsce systemie i jest obrazą dla ludzkiej inteligencji. W takich warunkach niemożliwe jest podjęcie przez osobę głosującą decyzji zgodnej z jej własnym sumieniem. Referendum było tylko i wyłącznie przedłużeniem kampanii wyborczej prawicowego obozu rządzącego Polską od 8 lat.

Mamy świadomość, że w warunkach polskiego parlamentaryzmu nawet ważne wyniki referendum nie zobowiązują w praktyce władz do wprowadzenia ich w życie. Chcielibyśmy to zmienić. Każdorazowo ważne referendum skutkowałoby automatycznymi zmianami w porządku prawnym państwa — zgodnie z wolą wyrażoną w nim przez społeczeństwo.

Głęboko wierzymy w to, że panujący w Polsce i na świecie system musi zostać zniesiony. Wybory w warunkach kapitalizmu i „demokracji” liberalnej to wentyl bezpieczeństwa dla panującego systemu. Brak w nim miejsca na demokrację w miejscach pracy, jak również demokrację w sferze ekonomicznej, gdyż ta sfera jest zwyczajnie pod ścisłą kontrolą coraz węższej klasy posiadaczy. Zarówno tych lokalnych, jak i transnarodowych korporacji oraz globalnego kapitału i spekulantów. A to wszystko oficjalnie pod płaszczykiem „wolnego rynku”. 

Mimo wszystko ten nieprzyjazny krajobraz jest miejscem do zdobywania przez nas i podobne nam organizacje, cennego doświadczenia w działalności polityczno-społecznej. Pozostajemy w równym stopniu sceptyczni wobec wszystkich ugrupowań głównego nurtu — systemowych.

Mamy nadzieję, że już za 4 lata w wyborach parlamentarnych wachlarz opcji politycznych oraz profil kandydatek i kandydatów będzie zdecydowanie szerszy niż obecnie i lepszy pod względem jakościowym. Wynik wyborczy „lewicowej” koalicji uznajemy za porażkę. Tym bardziej, dziwią nas samozachwyty reprezentantów tejże listy, którzy mówią o swoim rzekomym sukcesie. Liczymy na to, że lewica w Polsce za 4 lata będzie w lepszej kondycji niż obecnie, jak również na to, że na polskiej scenie politycznej pojawi się prawdziwie antysystemowa, propracownicza i antykapitalistyczna siła socjalistyczna.

Walka klas trwa!

Kategorie
Publicystyka

Samochody nie mają przyszłości

Samochody towarzyszą nam już od XIX wieku, na początku w formie parowej, później z silnikiem spalinowym i elektrycznym. Mimo że pozwalały przewozić mniej i wolniej niż kolej żelazna, stały się dominującą formą transportu w społeczeństwach kapitalistycznych. Nadawały kierunek rozwoju infrastruktury w miastach i na prowincji, często kosztem użyteczności i komfortu mieszkańców w przestrzeni publicznej — i nadają go do dziś.

Kategorie
Publicystyka

Outsourcing i offshoring — współczesna forma kolonializmu

W erze kryzysów jesteśmy bez ustanku bombardowani przekazami od możnych tego świata, że musimy zaciskać pasa, oszczędzać i zaciskać zęby. Tymczasem – korporacyjne olbrzymy, ale też i mniejsze firmy notują rekordowe zyski. Jak to się dzieje? Jednym z najbardziej popularnych sposobów na ograniczanie kosztów prowadzenia działalności, jest tzw. outsourcing lub offshoring.