Kryzys mieszkaniowy jest problemem dotykającym wszystkich pokoleń pracowników, najbardziej jest jednak odczuwalny przez młodych pracowników – który szukają swojego dachu nad głową w realiach trwającej już ponad 30 lat prywatyzacji mieszkalnictwa w III RP. Ale zacznijmy od początku.
Lata 90’ przyniosły kompletną prywatyzację mieszkalnictwa w Polsce. Państwo praktycznie całkowicie przestało realizować budownictwo mieszkaniowe, przestało również dotować spółdzielnie mieszkaniowe (choć przywrócono im potem możliwość korzystania ze wsparcia publicznego za sprawą Ustawy z dnia 26 października 1995 r. o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego). Prywatyzacja mieszkalnictwa oznaczała nie tylko całkowite przeniesienie budownictwa mieszkaniowego w prywatne ręce, ale również możliwość szybkiego kupienia mieszkań na własność na dużą skalę. Przez ten krótki okres, stosunkowo duża liczba ludzi mogła wykupić mieszkania na własność od spółdzielni lub zakładów pracy za ułamek wartości1. Ta historyczna osobliwość odróżnia Polskę, od np. krajów zachodnich, gdzie posiadanie mieszkania na własność nie jest czymś normalnym i oczekiwanym. Tam, pracująca większość społeczeństwa wynajmuje mieszkania. W Polsce, część z tej pracującej większości przez krótki okres po upadku PRL-u miała możliwość kupienia ich na własność. Co poniektórzy, którym wtedy się udało, dziś dziwią się, że już mało kogo stać dziś na zakup własnych czterech kątów. Ale mieszkań wtedy nie kupowali wyłącznie pracownicy, chcący mieć własny dach nad głową, jedno mieszkanie na własność.
Mieszkania za bezcen gromadzili również kapitaliści. Tak jak i teraz, tak i wtedy byli oni jedynymi, którzy mieli pieniądze na zakup wielu mieszkań. Gdy zamykano wielkie zakłady przemysłowe i Państwowe Gospodarstwa Rolne, a bezrobocie szybowało do wysokości kilkunastu procent, do kraju wjeżdżały zachodnie firmy. Wtedy – w latach 90 – powstają również pierwsze prywatne firmy budowlane i pierwsi deweloperzy. Dla kogo budują oni mieszkania? Dla klasy pracowniczej?
„Dokładnie 2450 zł. Tyle ponad 20 lat temu kosztował na jednym z ogłoszeń najtańszy metr kwadratowy mieszkania na warszawskiej Białołęce. […] W 2003 r. na mieszkanie 40 m2 na warszawskiej Białołęce musielibyśmy wyłożyć 44,5 pensji. Obecnie takie samo mieszkanie jest warte 60 średnich pensji”2
Szybka matematyka daje nam mieszkanie za cenę 98 tys. zł. Oczywiście, poza kapitalistami, większymi i mniejszymi biznesmenami, nikt nie dysponuje takimi pieniędzmi. Pracownicy, których było na to stać, sięgali więc po kredyty. Powszechnie wiadomo, że ceną za dach nad głową spod którego nikt nie może Cię wyrzucić jest kamień młyński u szyi w postaci kredytu hipotecznego.
„Kredyty hipoteczne nawet jak były w ofercie, to nadal były stosunkowo drogie dla potencjalnych kredytobiorców. Pod koniec lat 90. oprocentowanie przeciętnego kredytu mieszkaniowego wynosiło 25 proc. Spadło ono w 1999 r. do wartości ok. 16-18 proc. Przeciętny kredyt hipoteczny w tamtych czasach nie przekraczał 80-100 tys. zł. Wartość ta jest wypadkową niskich i niepewnych często dochodów i wysokich odsetek oraz małych metraży”3
Kapitaliści w Polsce od początku lat 90 zrozumieli jednak, że pracownicy chętnie sobie taki kamień u szyi zawiążą. A dlaczego? Bo potrzeba schronienia, dachu nad głową, jest podstawową potrzebą człowieka, bez której nie możemy się obyć. Tak jak opieka zdrowotna, na którą wydamy w razie choroby ostatnie pieniądze, by nie umarł ktoś bliski albo my sami, tak samo mieszkanie jest dobrem, bez którego nie mamy nawet gdzie odpocząć po pracy między jednym dniem a drugim. I wielu pracowników – jeżeli ich na to stać- woli zaryzykować i wziąć kredyt, by mieć własny dach nad głową i przekazać go dzieciom, niż oddawać większość swojej pensji co miesiąc na jego wynajem, nabijając jedynie kieszeń właściciela mieszkania – czynszojada.
Dlatego też kapitaliści chętnie sprywatyzowali tą sferę naszego życia. Choć prywatna służba zdrowia, która istnieje w USA jest szaleństwem dla większości ludzi na świecie – prowadzącym do tego, że można być dosłownie zbyt biednym, by zasłużyć na zdrowie – z jakiegoś powodu nie dostrzegamy podobnego szaleństwa w prywatyzacji mieszkalnictwa. Do czego doprowadziła ona przez 30 lat istnienia III RP?
1) Rynek mieszkaniowy stał się atrakcyjnym rejonem działalności dla kapitalistów:
a) Deweloperka – budowanie mieszkań własnościowych w Polsce stało się modelem biznesowym przynoszącym ogromne zyski. Oczywiście, na zakup mieszkań stać praktycznie wyłącznie kapitalistów, którzy kupują je na flipping, wynajem pracownikom lub jako lokatę kapitału (opiszemy je poniżej). Skąd ten wniosek? Większość mieszkań kupowana jest za gotówkę (ponad 70%!), nie na kredyt4. A pracownicy taką ilością gotówki nie dysponują, często nie dysponują nawet zdolnością kredytową. Dlaczego deweloperka przynosi ogromne zyski? W Polsce panuje niedobór mieszkaniowy – brakuje przynajmniej 1.5 miliona mieszkań5. Z drugiej strony, państwo nie buduje mieszkań, a jako największy podmiot gospodarczy – większy od którejkolwiek czołowej firmy deweloperskiej miałoby możliwość budować je taniej, niż prywatni deweloperzy, co stwarzałoby trudną konkurencję dla deweloperów i zmuszało by ich do obniżania cen sprzedawanych mieszkań. Bez tej konkurencji ze strony państwa, rynek budownictwa mieszkaniowego (a w zasadzie rynek mieszkaniowy) znajduje się w rękach prywatnych firm, a konkretnie – oligopolu deweloperskiego, na którego czele stoją firmy takie jak Dom Development, Atal czy Robyg. Popyt na mieszkania ze strony prywatnych kupców (najczęściej kapitalistów) wciąż jest ogromny, i przewyższa podaż – stąd deweloperzy mogą do woli windować ceny, bo i tak kupiec na mieszkanie zawsze się znajdzie.
b) Flipping – skoro ceny mieszkań szybko rosną, kapitaliści chętnie kupują je, by za chwilę szybko je sprzedać. Jeżeli między II kwartałem 2023 roku a II kwartałem 2024 roku, ceny mieszkań wzrosły o 17,7%6, to wystarczyło po takim okresie sprzedać zakupione w 2023 roku mieszkanie, by uzyskać te 17,7% zysku.
c) Czynszojadztwo – wynajem mieszkań jest niezwykle dochodowym biznesem w kraju, w którym pracownicy nie mogą wynajmować mieszkań od państwa (bo nie buduje ono mieszkań komunalnych, a istniejących jest coraz mniej), ani tym bardziej nie stać ich na kupno własnego mieszkania. Pracownik, by móc gdzieś mieszkać, jeżeli oczywiście nie odziedziczył jakimś cudem mieszkania po rodzicach, albo nie mieszka z nimi, musi przeznaczać większość swojej wypłaty7 na wynajem miejsca, w którym śpi między jednym dniem pracy a drugim. Pracownik w czasie swojego dnia pracy jest wyzyskiwany przez właściciela swojego zakładu pracy, po pracy jest wyzyskiwany przez właściciela mieszkania. Zwiemy ich czynszojadami – bo żywią się co miesiąc czynszem wyzyskiwanego przez siebie lokatora zamiast pójść do uczciwej pracy. Popularną praktyką wśród czynszojadów jest kupowanie mieszkania na kredyt, a następnie spłacanie go za pomocą wynajmu mieszkania lokatorom – często z nawiązką. Dlatego też zwykle dziwnym trafem, gdy NBP podnosi stopy procentowe, rosną również ceny wynajmu mieszkań. Dlatego też zwykle czynsz najmu wynosi więcej niż rata kredytu za mieszkanie.
d) Mieszkania jako inwestycja (lokata kapitału) – no i wreszcie, kapitaliście zostaje również kupno mieszkania na zasadzie inwestycji, lokaty kapitału. W przeciwieństwie do pracowników, kapitaliści często mają za dużo pieniędzy – pieniądze te muszą gdzieś ulokować, by nawet te nadmiarowe środki generowały zysk. Jedni kupują drogie auta, inni kolekcjonują zegarki, jeszcze inni dzieła sztuki, a inni – mieszkania. Zamiast trzymać pieniądze w banku na koncie oszczędnościowym, wolą je ulokować w mieszkania, których ceny rosną – a więc mieszkania zyskują na wartości. Po latach, kapitalista może sprzedać takie mieszkanie z zyskiem, dosłownie nie robiąc nic. Wielu polskich polityków jest skupywaczami mieszkań8. (np. Robert Kropiwnicki z KO ma ich aż 12!9).
2) Wzrost cen mieszkań – tak jak wyżej opisano w podpunkcie „a) Deweloperka”. W Polsce panuje niedobór mieszkaniowy, państwo nie buduje mieszkań, rynek budownictwa mieszkaniowego znajduje się w rękach oligopolu deweloperskiego. Popyt na mieszkania ze strony kapitalistów wciąż jest ogromny, i przewyższa podaż – stąd deweloperzy mogą do woli windować ceny, bo i tak kupiec na mieszkanie się znajdzie.
3) Wzrost cen najmu – wzrost cen mieszkań zwykle pociąga za sobą wzrost cen wynajmu mieszkań. Dlaczego? Gdyż wraz ze wzrostem cen mieszkań, właściciele mieszkań oczekują wzrostu zysków z wynajmu mieszkań (na zasadzie – skoro samo w sobie mieszkanie zyskuje na wartości, to jego wynajem powinien drożej kosztować). Kapitaliści mogą do woli windować ceny najmu, a jedyne co stanowi dla nich granicę, to konkurencja z innymi kapitalistami-czynszojadami (pracownik-lokator może wynająć od czynszojadów droższe lub tańsze mieszkanie). Ponadto, na wzrost cen najmu wpływa wzrost cen kredytów (rat kredytów), gdyż wielu czynszojadów spłaca kredyty na mieszkania ich wynajmem – a więc kiedy bank centralny (NBP) podnosi stopy procentowe, rosną raty kredytów, a wraz z nimi – czynsz najmu. Wreszcie, na wzrost cen najmu wpływa ilość mieszkań na wynajem na rynku – im jest ich mniej (bo np. właściciele wolą ich nie wynajmować trzymając je jako lokata, albo po prostu bo deweloperzy nie budują tyle mieszkań) tym więcej kosztują pozostałe.
4) Państwo nie buduje mieszkań komunalnych – była już o tym mowa powyżej. W kraju w którym politycy masowo skupują mieszkania i korzystają na wzroście ich cen, trudno się dziwić, że ci sami politycy tworzą warunki dla wzrostu tych cen – i własnego bogacenia się. W państwie, w którym deweloperzy wpłacają miliony na partie rządzące (PO i PSL), nie dziwi, że prawo tworzone jest pod deweloperów10. Budowa mieszkań komunalnych przez państwo zwiększałaby podaż, a gdyby był one budowane taniej od deweloperskich – zarówno jeden jak i drugi czynnik działałby zniżkowo na ceny, na czym traciłaby cała masa kapitalistów, cała branża deweloperska i znaczna część polityków w bezpośredni sposób. Pokazuje to, że państwo, instytucje jak sejm, senat czy rząd to tylko narzędzia w rękach kapitalistów do realizacji swoich interesów. Państwo nie buduje więc mieszkań, a także doprowadza do likwidacji istniejącego zasobu komunalnego – zarówno poprzez wyprzedaż budynków prywatnym podmiotom za bezcen, jak i celowe doprowadzenie ich do niszczenia (poprzez ich zaniedbanie, brak remontów itd.).
5) Państwo nie buduje akademików – swoją ważną rolę w powyższych czynnikach pełni również brak budownictwa publicznych akademików. Akademiki podlegają tym samym prawom, co budynki komunalne. Państwo nie buduje nowych akademików, a istniejące wyprzedaje lub doprowadza do zniszczenia przez zaniedbanie. Przez powyższe, w akademikach, zakwaterowanie może znaleźć jedynie ułamek studentów. Jeżeli student jest potomkiem rodziny z klasy pracowniczej, i akurat nie mieszka z rodzicami w mieście w którym studiuje, skazany jest na wynajem na rynku prywatnym – a więc na podjęcie pracy zarobkowej, na część etatu, co niezwykle utrudnia studiowanie. Konsekwencją jest dostęp do wyższego wykształcenia przede wszystkim dla tych, którzy są potomkami bogaczy i kapitalistów, chociażby dla tego, że to głownie ich stać na wynajęcie swojemu dziecku pokoju w mieście studiowania.
6) Niszczenie przestrzeni miejskiej – konsekwencją podporządkowania państwa interesom kapitalistów-deweloperów jest degradacja przestrzeni miejskiej, objawiająca się w patologicznej urbanistyce – działki miejskie zabudowuje się w najgęstszy możliwy sposób, z jak najmniejszym udziałem zieleni. Czemu? Zieleń nie przynosi zysku. Na działce buduje się budynek o możliwie największej powierzchni i wysokości, by zmieścić tam jak największą ilość mieszkań – by je potem sprzedać czy wynająć. Budynki są ustawione bardzo blisko siebie, przez co utrudniają dostęp światła słonecznego do dolnych kondygnacji, a sąsiedzi poszczególnych budynków mogą zaglądać sobie nawzajem w okna. Ponadto, poszczególne działki traktuje się jako samotne wyspy – osiedla nie są planowane jako samowystarczalna całość – z publicznymi szkołami, przedszkolami, żłobkami, przychodniami. Zamiast tego, robi się osiedle tylko i wyłącznie bloków mieszkalnych, ewentualnie z usługami w parterach, przez co powstają swoiste „osiedla sypialne”.
Kapitalizm jest podłym systemem, który w polskim wydaniu stawia pracownika przed następującym wyborem w kwestii mieszkaniowej:
• Albo zadłuż się na długie lata w banku, byś mógł sobie pozwolić na własne cztery kąty. Pamiętaj jednak, że każda podwyżka stóp procentowych przez NBP sprawi, że rata Twojego kredytu nagle wzrośnie. Twoja pensja nie wzrośnie, staniesz się więc dłużnikiem i pójdziesz do więzienia, komornik zajmuje Twoje wynagrodzenie i konto bankowe.
• Albo wynajmuj do końca życia mieszkanie od tzw. czynszojada, posiadacza mieszkania, za cenę miesięczną stanowiącą większość Twojego wynagrodzenia. Pamiętaj jednak, że podniesienie ceny najmu przez czynszojada, utrata pracy (a wraz z tym wynagrodzenia), i brak możliwości zapłaty sprawia, że zostaniesz eksmitowany na bruk.
• Albo postaraj się o wynajęcie od miasta jednego z nielicznych mieszkań komunalnych, o kiepskim standardzie, czasem nawet bez dostępu do toalety, ogrzewania czy ciepłej wody. Pamiętaj jednak, że jeżeli zarabiasz minimalną albo wyżej, możesz być zbyt bogaty by zasłużyć na taką „pomoc” ze strony miasta.
• Jeżeli jesteś młodym pracownikiem, prawdopodobnie spróbujesz zostać z rodzicami – bo wynajem mieszkania zje połowę Twojej pensji.
„W zeszłym roku 52,9 proc. Polaków w wieku 25-34 lat mieszkało z rodzicami – wynika ze środowego raportu GUS «Polska w Unii Europejskiej 2024».[…] Kraje Unii podzielono pod tym względem na pięć kategorii. Polska – wraz z Włochami, Portugalią, Grecją, Słowacją i Chorwacją – trafiła do tej, w której odsetek osób mieszkających z rodzicami jest najwyższy (od 50 do 64,3 proc.)”11
Kończąc, kryzys mieszkaniowy jest kapitalistom zdecydowanie na rękę, gdyż stanowi środek ujarzmienia pracowników, tłumienia ich walki klasowej. Każdy pracownik zastanowi się pięć razy zanim podejmie działalność polityczną czy związkową, gdyż może się to wiązać z utratą pracy i dachu nad głową – bezdomnością. Do każdego z nas należy jednak wybór – czy chce podjąć walkę, czy żyć jak niewolnicy? Nie dajmy się zastraszyć!
- https://www.morizon.pl/blog/dramatyczne-zmiany-w-sektorze-mieszkaniowym-w-latach-90/ ↩︎
- https://businessinsider.com.pl/finanse/kiedys-to-byly-ceny-mieszkan-to-ogloszenie-z-2003-r-mowi-wszystko/19kyhtz ↩︎
- https://www.morizon.pl/blog/dramatyczne-zmiany-w-sektorze-mieszkaniowym-w-latach-90/ ↩︎
- https://businessinsider.com.pl/nieruchomosci/mieszkanie-za-gotowke-dla-wielu-to-abstrakcja-oto-skala-takich-zakupow/ytt61qt
https://www.rp.pl/nieruchomosci/art39381411-ile-gotowki-plynie-na-rynek-mieszkan ↩︎ - https://businessinsider.com.pl/nieruchomosci/polskie-mieszkania-na-tle-ue-ciasne-i-drogie/z0fgkr8 ↩︎
- https://businessinsider.com.pl/nieruchomosci/ceny-mieszkan-na-trajektorii-wznoszacej-nieoczywisty-lider-wzrostu/0mbqx9d ↩︎
- https://biznes.interia.pl/finanse/news-ile-kosztuje-wynajem-mieszkania-w-2024-roku-ceny-w-najwieksz,nId,7779737 ↩︎
- https://www.fakt.pl/polityka/ile-mieszkan-maja-poslowie-skorzystaja-na-nowym-prawie/n930prs ↩︎
- https://www.money.pl/gospodarka/posiada-12-mieszkan-posel-pobiera-dodatek-mieszkaniowy-z-sejmu7082022041299520a.html ↩︎
- https://x.com/l_firek/status/1831661929380630642 https://next.gazeta.pl/pieniadz/7,188932,31283365,burza-o-kredyt-0-proc-wtle-miliony-od-deweloperow-dla-psl.html https://www.money.pl/gospodarka/politycy-i-mieszkania-czy-poslowieopodatkowaliby-siebie-opinia-7070925224524736a.html ↩︎
- https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ponad-polowa-Polakow-w-wieku-25-34-lat-mieszka-z-rodzicami-8790960.html ↩︎

