Kategorie
Opinie Publicystyka

Imperializm w ,,propalestyńskim” wydaniu

Dzisiaj mija kolejna rocznica rozpoczęcia operacji Powódź Al-Aksa. Od trzech lat miliardy ludzi oglądają transmitowane na żywo ludobójstwo, dokonywane przez Izrael. Nic dziwnego, że hasła propalestyńskie, zaledwie kilka lat temu będące domeną obsmarowywanych przez media i polityków „komunistycznych bojówkarzy”, przebiły się w końcu do głównego nurtu. Namalowane na murach słowa „Free Palestine” możemy zobaczyć dzisiaj w każdym mieście, na antysyjonistycznych sloganach buduje się całe kampanie wyborcze, a krytykować Izrael nauczyli się w końcu nawet konserwatywni dziennikarze. Niestety, rzeczywistość Palestyńczyków pozostaje taka sama. W tym tekście przyjrzymy się działaniom, stanowiskom oraz celom liberalnych „przyjaciół” Palestyny i zastanowimy się dlaczego, choć zmieniło się tak wiele, izraelskie bomby niezmiennie mordują arabskie dzieci.

Naturalnie nasz wzrok skierujemy najpierw ku najpopularniejszemu spośród zachodnich polityków wyniesionych do władzy na fali propalestyńskich protestów — Zohranowi Mamdaniemu. Ten charyzmatyczny działacz, aktywnie udzielający się w antykolonialnych inicjatywach od ponad dekady, wygrał pod koniec zeszłego roku wybory na prezydenta Nowego Jorku, miasta będącego jednym z kluczowych centrów ruchu syjonistycznego. W swojej kampanii, prowadzonej przez socjaldemokratyczne DSA, oprócz programów socjalnych dla samych nowojorczyków, obiecywał też bezkompromisowe podejście do sprawy palestyńskiej. Zobowiązał się on m.in. do aresztowania Binjamina Netanjahu, gdyby ten zdecydował się odwiedzić jego miasto.

Słowa Mamdaniego niestety szybko zweryfikowała rzeczywistość. Objęcie stanowiska koincydowało ze zbliżeniem się polityka do bardziej tradycyjnych, otwarcie proizraelskich kręgów Partii Demokratycznej. Już w pierwszych dniach po wyborach ogłosił, że głową nowojorskiej policji pozostanie Jessica Tisch, dumna syjonistka, odpowiedzialna za tłumienie propalestyńskich protestów i okupacji. Odcinając się od swojej przeszłości w ruchu, nowy prezydent szybko nauczył się Hasbary i dołączył do potępiania działaczy protestujących przed synagogami, w których sprzedawano palestyńską ziemię. Kilka tygodni temu wiarygodność dawnego antysyjonisty postanowił wreszcie sprawdzić sam premier Izraela, odwiedzając w końcu Nowy Jork. Blef Mamdaniego, działającego według zasady „cóż szkodzi obiecać”, został zweryfikowany — do aresztowań rzeczywiście doszło, tyle tylko, że aresztowanymi byli propalestyńscy protestujący, a nie izraelscy zbrodniarze.

Dla sprawy Palestyny nie ma znaczenia czy Zohran Mamdani rzeczywiście stopniowo przyjął syjonistyczne poglądy, czy po prostu dostosował swoje zachowanie do oczekiwań Demokratycznego estabilishmentu. Efekt pozostaje ten sam — słuszny gniew tysięcy radykalnych, pełnych szczerych chęci działaczy został przekuty w bezwartościowe zwycięstwo neo-neoliberalnego oportunisty. System nie został pociągnięty na lewo, to dawni lewicowi aktywiści zostali pociągnięci w prawo, próbując pogodzić swoje odważne deklaracje z realiami kapitalistycznej gospodarki, opartej na militaryzmie i imperialistycznym wyzysku. Biorąc pod uwagę, że europejska socjaldemokracja nadal opiewa kampanię DSA jako wielki triumf, nie wątpimy, że ten schemat jeszcze wiele razy będziemy oglądać na naszym własnym podwórku.

W przeciwieństwie do Zohrana Mamdaniego, polscy socjaldemokraci nigdy nie stali twardo na antysyjonistycznych pozycjach. W 2023 roku, gdy rząd izraelski zintensyfikował czystki etniczne, Anna Maria Żukowska, posłanka Nowej Lewicy pojechała na „misję” do Izraela. Powielając syjonistyczną propagandę, następne tygodnie spędziła opowiadając o „prawie do istnienia i obrony przed terrorystami” tego kolonialnego projektu, co nie spotkało się z większymi protestami wewnątrz partii, skupionej na wyborach parlamentarnych. Na pierwszym miejscu głosy syjonistów postawili także koledzy Żukowskiej ze wspólnej listy — politycy z Partii Razem, którzy postanowili wystosować stanowisko w sprawie ludobójstwa dopiero po wyborach, kilka tygodni po 7 października. Zaczęli je oczywiście od potępienia palestyńskiego ruchu narodowowyzwoleńczego, powtórzenia syjonistycznej narracji o „mordowaniu cywili” i sprowadzenia walki zbrojnej okupowanej ludności do „terroryzmu”.

Anna Maria Żukowska szybko stała się wrogiem numer jeden ruchu propalestyńskiego i w pewnym momencie usunęła wręcz swoje konto z Twittera, nie mogąc już znieść fali krytyki. Tymczasem stanowisko Razem, ostrożne i symetrystyczne, nie spotkało się z większym oporem na polskiej scenie, a działacze partyjni szybko przeniknęli do środowisk antysyjonistycznych, podłączając się pod organizowane demonstracje. Drastyczna różnica w wyczuciu nie zmienia jednak tego, że otwarty, wulgarny syjonizm Żukowskiej i delikatny, liberalny syjonizm Razem więcej łączy, niż dzieli. Ani Nowa Lewica, ani Razem, nie sprzeciwiają się istnieniu zbudowanego na ludobójstwie i kolonizacji państwa Izrael, z założenia stawiającego żydowskich osadników ponad rdzenną ludnością palestyńską. Ani jedno, ani drugie ugrupowanie nie popiera w praktyce prawa Palestyńczyków do zbrojnego oporu przeciwko okupacji. Choć wraz ze zmianami wśród opinii publicznej obydwie partie przyjęły bardziej antyizraelską estetykę i charakterystyczną dla liberalnych syjonistów retorykę wycelowaną przede wszystkim w samego Netanjahu, u żadnej z nich nie znajdziemy konsekwentnego, antykolonialnego stanowiska, którym byłoby poparcie dla wyzwolenia całej Palestyny.

Syjonistyczne stanowiska lewicy socjaldemokratycznej nie istnieją w próżni. Są one raczej objawem głębszego problemu współczesnej socjaldemokracji, odrzucającej klasową analizę, i akceptującej liberalne dogmaty oraz imperialistyczny porządek świata. Partie takie jak Razem czy Nowa Lewica nie mogą walczyć z siłami odpowiedzialnymi za ludobójstwo Palestyńczyków, bo w gruncie rzeczy po prostu popierają istnienie tych sił. Ich polityka sprowadza się więc do symbolicznego sprzeciwiania się objawom choroby, przy jednoczesnym umacnianiu instytucji będących jej źródłem.

Programy zarówno Razem, jak i Nowej Lewicy zakładają m.in.:

– rozbudowę kapitalistycznego przemysłu zbrojeniowego, z założenia zarabiającego na wojnie i ludobójstwie — w chwili, gdy europejski przemysł „obronny” odpowiada za około ⅓ dostaw broni dla Izraela

– zacieśnienie współpracy w ramach Unii Europejskiej, blisko współpracującej z Izraelem handlowo, dyplomatycznie oraz naukowo

– wzmocnienie służb wykorzystywanych do represjonowania lewicowych, propalestyńskich działaczy, próbujących powstrzymać produkcję czy dostawy broni dla izraelskich ludobójców

Niezależnie od ozdobników, są to więc programy w praktyce wrogie Palestyńczykom i wszelkim innym narodom walczącym z kolonializmem. I nic w tym dziwnego — demokracja liberalna uniemożliwia wprowadzenie prawdziwie antyimperialistycznego programu. Nie sposób w warunkach kapitalizmu stworzyć taki „przemysł obronny”, który, aby utrzymać się w warunkach wolnego rynku, nie musiałby też przy okazji sprzedawać broni ludobójcom. Nie da się wzmocnić imperialistycznych instytucji bez rozwijania ich zdolności do angażowania się w imperialistyczne zbrodnie.

Nie oznacza to jednak, że nie można zrobić nic. Po pierwsze, istnieją i istniały siły realnie wspierające palestyński ruch oporu. Realizowanie takiej polityki na skalę państwową nie jest niemożliwe — po prostu nie realizują jej zachodnioeuropejskie demokracje liberalne, a raczej państwa i grupy przez nie zwalczane. Dla przykładu jeszcze w XXI wieku Libia oferowała wsparcie materialne oraz militarne dla antyizraelskich bojowników, co zmieniło się po obaleniu rządu Mu’ammara al-Kaddafiego przy pomocy NATO. Po stronie Palestyńczyków z bronią w ręku do dziś stoją różne arabskie organizacje, za co spotykają je represje i sankcje ze strony państw Unii Europejskiej, czy nawet zbrojne ataki członków wcześniej wspomnianego sojuszu „obronnego”, za którego rozwojem opowiadają się „propalestyńscy” socjaldemokraci.

Wiemy oczywiście, że zmiana systemu i zerwanie polskiej kolaboracji z imperialistami to odległa perspektywa. Nawet w warunkach kapitalizmu możemy jednak prowadzić skuteczny opór — tak długo, jak zamiast opierać się na reformistycznych politykach i państwowych instytucjach, działamy w ramach bojowego ruchu pracowniczego. Za przykład niech posłużą nam włoscy dokerzy, którzy w ramach akcji solidarnościowych rok temu wstrzymali dostawy skierowane do Izraela. W Polsce stopień uzwiązkowienia jest niższy niż we Włoszech, idee socjalistyczne są dużo mniej obecne w związkach, a restrykcyjne prawo strajkowe uniemożliwia legalne strajki polityczne. Pracujemy jednak nad zmianą wszystkich tych aspektów, aby stworzyć warunki, które bardziej zachęcałyby pracowników do stawiania oporu imperialistycznej machinie wojennej.

Stworzenie od zera silnej, radykalnej, antyimperialistycznej organizacji pracowniczej jest zadaniem trudnym, wymagającym ogromnej ilości czasu i pracy. Tak jak i wy, kolejny już rok widzimy w internecie nagrania z brutalnych izraelskich ataków i czytamy o coraz wyższej liczbie ofiar. Tak jak i wy, czujemy presję i bezsilność. Tak jak i wy, chcielibyśmy, aby istniało jakieś proste rozwiązanie: kandydat, na którego wystarczy zagłosować, petycja, którą wystarczy podpisać, protest, na którym wystarczy się pojawić. Niestety, po prostu tak nie jest. Zamiast pokładać zaufanie w zawodowych politykach, musimy budować ruch i włączać się w działania praktyczne — im wcześniej, im nas więcej, tym lepiej. Palestyńczycy zasługują na zdrowie, bezpieczeństwo i przyszłość, której nie zapewnią im symboliczne wyrazy solidarności.

Kategorie
Wydarzenia

Blokada eksmisji na osiedlu Maltańskim

2 września razem z kilkoma innymi grupami stanęliśmy w obronie lokatorów, wyrzucanych z domu w ramach kolejnej już eksmisji na Osiedlu Maltańskim. Po stronie terroryzującej mieszkańców policji, jak przy wielu innych blokadach, opowiedziały się z kolei zastępy internetowych komentatorów, oskarżających nas o brak poszanowania dla własności. Część z nich to niewątpliwie bogaci kamienicznicy czy deweloperzy, ideologią broniący własnych interesów i prawa do szybkiego oraz bezlitosnego prawa eksmitowania kogokolwiek skądkolwiek. Z pewnością jednak równie wielu obrońców działań kurii to zwykli ludzie, którym przecież w rzeczywistości bliżej do eksmitowanych niż do eksmitujących. Uzasadniają oni swoją wrogość do innych, podobnych sobie mieszkańców, powołując się na prawo, w szczególności „święte i naturalne” prawo własności. Pytają nas: skoro zgadzamy się na to by ktoś bezumownie mieszkał na ziemiach deweloperskich (wcześniej kościelnych), to czy nie zgodzilibyśmy się także na to, by ktoś inny zamieszkał w ich mieszkaniu lub ogrodzie wbrew ich woli? Czy nie na tym polega postulowana przez nas likwidacja własności prywatnej?

By odpowiedzieć, musimy zacząć, od tego, że choć w prawie i ideologii kapitalizmu często używa się jednolitego pojęcia „własności”, w rzeczywistości na przestrzeni historii istniały, i dalej istnieją, różne formy własności. Dla przykładu, własność feudalna rządziła się innymi prawami niż kapitalistyczna własność prywatna, a obydwie te formy własności są czymś zupełnie odmiennym niż służąca do realizacji własnych potrzeb własność osobista, będąca jedyną formą własności dostępną dla większości pracowników. Te formy własności nie tylko nie są tożsame, stoją wręcz w pewnej opozycji względem siebie.

Gdyby np. każdy mieszkaniec Polski posiadał mieszkanie do osobistego użytku, oznaczałoby to finansową ruinę dla kamieniczników, żyjących z wynajmu, dla których mieszkania są służącą do czerpania zarobku własnością prywatną. Gdyby zwykli ludzie byli właścicielami narzędzi i ziemi, przy pomocy których mogliby się sami utrzymywać, nie mógłby zaistnieć rynek pracy najemnej. Nikt nie sprzedawałby wówczas swojej siły roboczej kapitalistom za grosze, bo nie musiałby tego robić aby przeżyć. Nie ma tu zresztą potrzeby teoretyzowania – wiemy z historii, że narodziny kapitalizmu w różnych krajach nierozłącznie wiązały się z wydarciem dawnemu chłopstwu jego domostw i ziemi. Rozwój kapitalistycznej własności prywatnej wymaga wywłaszczenia zwykłych ludzi, wymaga pozbawienia potencjalnej siły roboczej własności, przy pomocy której mogłaby żyć i się ona utrzymywać bez opłacania czynszu czy sprzedawania się kapitalistom.

Odpowiadając więc na postawione wcześniej pytania – nie tylko nie popieramy wywłaszczenia zwykłych ludzi, ale wręcz aktywnie walczymy z kapitalistami, dokonującymi tego wywłaszczenia na masową skalę. Nie zgadzamy się na system, w którym bandyci mogą siłą wchodzić do obcych domów i robić w nich co chcą, dlatego od lat uczestniczymy w blokadach eksmisji i chronimy pracowników oraz ich własności osobistej przed chciwością landlordów. Z drugiej jednak strony, tak, popieramy wywłaszczenie wywłaszczycieli, tej wąskiej grupy, od dekad dorabiającej się majątków na pozbawianiu pracujących Polaków mieszkań i zakładów pracy.

Kto daje nam jednak prawo ustalać jaka forma własności jest dla nas ważna, a jaka nie? Czy możemy walczyć o wywłaszczenie jednych a uwłaszczenie drugich? Czy prawo własności nie jest odwieczne, czy nie jest jakąś świętością, logicznie wynikającą z innych praw przyrody i samego procesu produkcji?

Prawo do własności prywatnej jest równie naturalne jak prawo do posiadania własności feudalnej czy niewolniczej – czyli wcale. Pojęcie własności jako takie zostało stworzone przez ludzi, i rządzi się takimi prawami, jakie zostaną mu przez ludzi narzucone. Mogą i powinni oni walczyć o to by tak zredefiniować własność, aby przynosiła ona korzyści społeczne, a nie niesprawiedliwość i destrukcję. Tysiące lat temu jako „święte” i „naturalne” określane było prawo do posiadania jednego człowieka przez drugiego – zostało ono jednak przez ludzi obalone, a system niewolnictwa słusznie uznano za abominację. Podobny los spotkał już feudalizm i spotka kapitalizm. Wszystkie płacze deweloperów i księży okażą się wkrótce równie wartościowe jak łzy właścicieli niewolników.

Wszelkie uzasadnienia, według których to kościół czy prywatna firma miałaby „naturalnie” sprawować władzę nad Osiedlem Maltańskim pryskają nawet w konfrontacji z kapitalistyczną logiką. W innych kontekstach mówi nam się, że to oczywiste, że prawo własności przysługuje twórcy. Deweloperzy tak właśnie bronią np. swojego prawa do wynajmowania mikrokawalerek – „to przecież ja wybudowałem, więc to moja własność, z którą mogę robić co chcę”. Ale nagle zmieniają oni zdanie, gdy chodzi o Osiedle Maltańskie, wybudowane przez mieszkańców. Dziadkowie bronionej przez nas Sandry Mayer 60 lat temu wybudowali tam za przyzwoleniem (zarządzającego wówczas ziemią) państwa dom. To z tego domu Sandra została w środę wyrzucona, pomimo próby blokady.

Może chodzi tu więc o ziemię? Kościół jest formalnie jej właścicielem. Nawet według własnego katechizmu nie jest on jednak stwórcą tej ziemi. Mógł ją od kogoś dostać lub kupić, ale skąd poprzedni właściciel wziął prawo do rozporządzania nią, skoro również sam nie był jej stwórcą? Idąc tym szlakiem własności do źródła, możemy dojść tylko do jednego wniosku – pierwszymi właścicielami ziemi byli zwykli watażkowie, którzy swoim zorganizowaniem i determinacją arbitralnie narzucili innym to „naturalne” i „święte” prawo własności, którym uzasadniają dziś swoją przemoc właściciele ziemscy. Czy ewentualne wywłaszczenie kościoła lub dewelopera i przejęcie własności przez bardziej zorganizowanych, zdeterminowanych mieszkańców byłoby w tym wypadku jakimkolwiek naruszeniem porządku przyrody?

„Ci ludzie wybudowali tutaj swoje domy za komuny, ale zostały przywrócone normalne biznesowe relacje, więc muszą się wyprowadzić.” – powiedział nam jeden z policjantów, próbując nas przekonać do zakończenia blokady. Cóż, to że te „normalne biznesowe relacje” polegają na wyrzucaniu ludzi z domów dla zysku deweloperów, tylko udowadnia nam, że należy walczyć o ich obalenie i ustanowienie normalniejszych, nie-biznesowych relacji. Oczywiście właściciele ziemscy, księża i fabrykanci pewnie długo jeszcze będą tworzyli ideologię, według której to im, nie ludziom pracującym, należy się władza nad światem i wszelkimi jego zasobami. Ale najwyższa pora aby zwykli pracownicy przestali pomagać w snuciu tych bajek, przynoszących im w rzeczywistości tylko krzywdę i wywłaszczenie.

Możemy walczyć o lepszy świat.
Mamy obowiązek walczyć o lepszy świat.

Kategorie
Opinie Publicystyka

Dość gościny dla bandytów

Niedawno Polskę obiegły wieści o dwóch obywatelach Stanów Zjednoczonych, którzy po awanturowaniu się w centrum Poznania, nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Wiele wskazuje na to, że byli to żołnierze. Ta sytuacja powinna być impulsem do refleksji nad kształtem relacji polsko-amerykańskich oraz uległością kapitalistycznego państwa polskiego.

Jedną z najczarniejszych stron w historii współczesnej Polski jest jej zaangażowanie w zbrodniczy, grabieżczy najazd na Irak, który odebrał życie ponad milionowi niewinnych ludzi. Pod pretekstem istnienia irackiego programu broni masowej zagłady, USA zaatakowało swojego dawnego sojusznika, Irak rządzony przez Saddama Husseina. „Sojusznik” przestał być posłuszny, Stany postanowiły więc siłą pokazać, gdzie jest jego miejsce. Zbrodnią Husseina w oczach amerykańskich interesów nie było represjonowanie opozycji, mniejszości etnicznych czy agresywna polityka zagraniczna — decydującym przewinieniem było raczej posiadanie upaństwowionego przemysłu naftowego, na którym amerykański kapitał nie mógł położyć swoich rąk. Polski rząd pod przewodnictwem SLD, wbrew woli Polaków, zaangażował nasz kraj w tę napaść, aby wkupić się w blok państw imperialistycznych pod przewodnictwem USA i wzbogacić polskich kapitalistów. Ówczesny minister spraw zagranicznych, Włodzimierz Cimoszewicz, ku złości swojego obłudnego towarzystwa, przyznał wprost, że finalnym celem polskich działań było uzyskanie dostępu do irackich złóż ropy. Po stłamszeniu irackiego oporu, została utworzona polska strefa okupacyjna. W imieniu naszego narodu, za pieniądze z naszych podatków, wykonywano brudną robotę – na krzywdzie Irakijczyków bogacił się tymczasem amerykański kapitał i podległe mu polskie elity.

Równolegle w Polsce zaczęły funkcjonować tajne więzienia CIA. Ich powstanie również umotywowane było wkupieniem się w łaski Waszyngtonu – utworzenie baz poza terenem USA umywało krwawe ręce amerykańskich katów. Nadanie przetrzymywanym miana „terrorystów” miało dać przyzwolenie na tortury, naruszenia praw człowieka i pozbawienie prawa do sprawiedliwego procesu. Ciężko jednak nie zauważyć, że to określenie jest tylko wygodną łatką, wybiórczo stosowaną wobec każdego przeciwnika amerykańskiego reżimu. Kiedy islamscy fundamentaliści buntowali się przeciwko postępowemu rządowi afgańskiemu, Amerykanie chętnie ich wspierali — tak długo, jak byli użyteczni. Dopiero gdy na początku lat dwutysięcznych zwrócili się przeciwko Ameryce, z dnia na dzień okrzyknięto ich „terrorystami”. Określenie „terroryzm”, tak chętnie używane przez rząd Stanów Zjednoczonych, nie odnosi się więc wcale do stosowania terroru. Amerykanie nie mieli problemu ze stosowaniem terroru przez Osamę bin Ladena, tak długo jak ten terror był wymierzony w ich przeciwników politycznych. I odwrotnie, przeciwnicy USA nie musieli wcale stosować terroru, aby nazwano ich „terrorystami”. Tajne obozy i wyjęte spod prawa kaźnie wysłały jasny sygnał – polskie władze pozwolą na skatowanie na naszym terytorium każdej niewygodnej osoby, która postawi się amerykańskim siepaczom.

Sytuacja z Poznania nie jest odosobnionym przypadkiem. W samym 2022 roku doszło do dwóch istotnych incydentów z udziałem żołnierzy USA. W Gdańsku awanturujący się amerykański żołnierz dotkliwie pobił trzech funkcjonariuszy polskiej policji. W Łodzi inny zaczął od gróźb gwałtu wobec kobiety, a skończył na pobiciu jej męża, który stanął w obronie żony. Obydwa śledztwa zostały umorzone, co wynika bezpośrednio z umów, które pozbawiają Polski suwerenności w karaniu przestępstw popełnianych na jej terytorium, jeśli dokonuje ich Amerykanin. Kolonialny charakter umów polsko-amerykańskich nie jest żadnym wyjątkiem. Polityka USA wobec karania własnych zbrodniarzy jest spójna – w amerykańskim prawie istnieje nawet (poparty zarówno przez Demokratów jak i Republikanów) „Hague Invasion Act”, pozwalający na użycie wszelkich metod, włącznie ze zbrojną inwazją, aby nigdy nie ujrzeli oni sprawiedliwości.

W związku z doniesieniami ministra obrony narodowej Kosiniaka-Kamysza o planach ustanowienia stałych amerykańskich baz wojskowych w naszym kraju, każdy Polak powinien zastanowić się nad tym komu faktycznie służy polityka III RP:

Czy w naszym interesie leży postępująca militaryzacja, w wyniku której pieniądze, które można byłoby przeznaczyć na dobrobyt zwykłych Polaków, lądują w kieszeniach amerykańskich koncernów zbrojeniowych?

Czy w naszym interesie leży zabijanie i umieranie w amerykańskich konfliktach, w które ciągle jesteśmy wplątywani, a z których zyski czerpie kolaborancka śmietanka polskich przedsiębiorców?

Czy w naszym interesie jest to, by stacjonujący tu Amerykanie na jeszcze większą skalę terroryzowali zwykłych ludzi pijackimi burdami, napaściami i gwałtami, tak jak notorycznie ma to miejsce w Niemczech?

Czy w naszym interesie jest bierne obserwowanie, jak amerykańskie macki coraz ciaśniej zaciskają się na naszym kraju?

Dość gościny dla amerykańskich bandytów!

Kategorie
Publicystyka

Czy działacze popierający Palestynę mają prawo do sprawiedliwego procesu sądowego?

Ten artykuł jest tłumaczeniem wpisu „On Remand with Youssef M. Do Pro-Palestinian Activists Have the Right to a Fair Trial?” autorstwa Eliški Koldovej, Michaeli Švandovej i Mai Vusilović, który pierwotnie ukazał się na stronie https://druhasmena.cz/en/clanky/youssef.

Odwiedziłyśmy Youssefx M. w areszcie pod koniec maja. Sąd regionalny podjął decyzję o przedłużeniu jego zatrzymania. Na jakiej podstawie Youssef jest podejrzewane o podpalenie pardubickiej fabryki broni? Co na to jego obrońca, Pavel Čižinský? Czy oskarżenie o udział w grupie terrorystycznej jest jakkolwiek uzasadnione?

Kategorie
Publicystyka Wydarzenia

Pochód pierwszomajowy 2026

1 maja 2026 wraz z działaczami Inicjatywy Pracowniczej, RSS-u, Konfederacji Pracy oraz wielu innych grup, przeszliśmy ulicami Warszawy, wspólnie domagając się wolności strajku i zakończenia antyzwiązkowych represji. 

Kategorie
Publicystyka

Upokorzenie USA

W minionych dniach świat obiegły informacje o zawarciu rozejmu między USA a Iranem i dążeniu obu stron do trwałego zakończenia konfliktu. Strona irańska ogłosiła już zwycięstwo i stawia w negocjacjach twarde warunki, oczekując m.in. wycofania wojsk amerykańskich z Bliskiego Wschodu i zniesienia sankcji. Niezależnie od tego, czy jej żądania zostaną spełnione, jedna rzecz jest już oczywista — Stany Zjednoczone przegrały. Ich słabość i upokorzenie są widoczne gołym okiem. Nawet przedstawiciele państw historycznie sprzymierzonych coraz częściej zdobywają się na wyrazy potępienia wobec ludobójczego hegemona oraz jego marionetki, Izraela.

Kategorie
Publicystyka

Dlaczego bezrobocie współistnieje z przepracowaniem?

Przy regularnie pojawiających się kryzysach, postępującej automatyzacji oraz falach masowych zwolnień, naturalnie nasuwa się pytanie — jak to jest, że pracujemy coraz dłużej i intensywniej? Czemu zamiast rozsądnie podzielić się pracą, funkcjonujemy w systemie, w którym jedni są zmuszeni do zaakceptowania dziesięciogodzinnego dnia roboczego, a drudzy nie mogą znaleźć zatrudnienia? Dlaczego w kapitalizmie bezrobocie współistnieje z przepracowaniem?

Kategorie
Wydarzenia

LL – Demo 2026

11 stycznia przez ulice Berlina po raz kolejny przeszedł marsz LL-Demo – manifestacja z okazji rocznicy morderstwa Róży Luksemburg i Karla Liebknichta z rąk protofaszystowskich bojówek Freikorps.

Kategorie
Opinie Stanowiska

Stanowisko w sprawie napaści USA na Wenezuelę

„Nie będziemy oceniać ruchów naszego sojusznika” – tymi słowami rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych skomentował imperialistyczną napaść USA na terytorium Wenezueli, skutkującą kilkudziesięcioma ofiarami (również cywilnymi) i porwaniem prezydenta Nicolasa Maduro wraz z Cilią Flores. Tym samym władze naszego kraju po raz kolejny okazują wsparcie dla zachodniego imperializmu.

Kategorie
Ogłoszenia Wydarzenia

Podsumowanie 2025

Za nami kolejne 12 miesięcy działalności – a wraz z nimi tysiące godzin pracy, setki ulotkowań i dziesiątki protestów oraz strajków.

Rok zaczęliśmy pracowicie, prowadząc ogólnopolską akcję ulotkowania w Auchan, mającą na celu zwiększenie uzwiązkowiania i ułatwienie walki o wyższe pensje, dodatek stażowy oraz realną reprezentację. W maju wzięliśmy udział w zjeździe Koordynacji Solidarności i Walk – razem z innymi zrzeszonymi organizacjami pracowniczymi omawialiśmy dotychczasowe działania i przygotowywaliśmy się do dalszych akcji.