Kategorie
Publicystyka

Upokorzenie USA

W minionych dniach świat obiegły informacje o zawarciu rozejmu między USA a Iranem i dążeniu obu stron do trwałego zakończenia konfliktu. Strona irańska ogłosiła już zwycięstwo i stawia w negocjacjach twarde warunki, oczekując m.in. wycofania wojsk amerykańskich z Bliskiego Wschodu i zniesienia sankcji. Niezależnie od tego, czy jej żądania zostaną spełnione, jedna rzecz jest już oczywista — Stany Zjednoczone przegrały. Ich słabość i upokorzenie są widoczne gołym okiem. Nawet przedstawiciele państw historycznie sprzymierzonych coraz częściej zdobywają się na wyrazy potępienia wobec ludobójczego hegemona oraz jego marionetki, Izraela.

To potknięcie Amerykanów jest niewątpliwie słusznym powodem do świętowania. W historii gatunku ludzkiego nie istniało równie zabójcze imperium, którego macki sięgałyby tak daleko — można tylko mieć nadzieję na jego dalszy upadek. Radość i optymizm nie mogą jednak zabić naszej czujności. To, co dzieje się Palestynie, co wydarzyło się w Iranie, Iraku, Libii czy Wenezueli, będzie działo się ponownie, nawet jeśli już nie pod flagą USA. Musimy wyciągnąć wnioski i przygotować się tak, aby następnym razem móc zatrzymać wojenną machinę, zanim w ogóle się rozpędzi. Bo amerykański kapitał łatwo i szybko zostanie zastąpiony przez nowego władcę.

Wbrew temu, w co mogą wierzyć socjaldemokratyczni euroentuzjaści, zwolennicy „socjalizmu z chińską charakterystyką” czy zwykli rusofile, imperia europejskie, chińskie i rosyjskie nie są w żaden sposób „moralną alternatywą” dla zepsucia Ameryki. Kapitał nie kieruje się moralnością. Kieruje się zyskiem. Więc choć w ostatnich latach ChRL czy państwa UE nie miały okazji by się wykazać, cały czas ostrzą swoje zęby. Któregoś dnia klasa rządząca, w niekończącej się pogoni za surowcami, tanią siłą roboczą i rynkami zbytu, znowu zażąda ofiar. A służące jej państwa ochoczo to żądanie spełnią, na krótką choćby chwilę zrzucając maskę „kapitalizmu z ludzką twarzą”.

Mieszkańcy Bliskiego Wschodu szczególnie dobrze znają ten schemat. Nie ma dekady bez napaści „humanitarnego” imperium na region. Na rok przed nią liberalni dziennikarze głośno rozważają jak mogłaby się przysłużyć prawom człowieka i bezpieczeństwu demokracji. W dniu inwazji pojawia się niepewność. Pięć lat sankcji, bombardowań i zdjęć zmasakrowanych dzieci później, opinia publiczna jest już przeciwko. Sprytniejsi politycy mówią o „błędach”, ci mniej sprytni przegrywają z „pokojowymi” kontrkandydatami, chwilę wcześniej także popierającymi ludobójstwo. Może i prawa człowieka nie zmaterializowały się pod naporem bomb, ale kto miał zarobić, ten zarobił. Kto miał zginąć, ten zginął.

Ten system może działać tylko dzięki powszechnej naiwności. Objawia się ona chociażby tym, że w Stanach zamiast rozwoju tzw. trzecich partii, w reakcji na wojnę widzimy w sondażach polepszenie wyników Demokratów — którzy przecież tak samo jak Trump chcieli wojny z Iranem. W Europie rozczarowanie amerykańskim imperializmem skutecznie przekuwane jest w poparcie dla imperializmu Unii Europejskiej. Partia Razem, która przez wiele tygodni po 7 października 2023 r. nie umiała jednoznacznie potępić ludobójstwa, siedziała w koalicji z dumnymi syjonistami i powielała izraelską propagandę o „palestyńskim ataku terrorystycznym”, dziś na fali nastrojów antyizraelskich buduje sobie wizerunek przyjaciół Palestyny. Oczywiście jej program się nie zmienił — dalej gorliwie popiera rozbudowę tego samego przemysłu zbrojeniowego, który przez lata dostarczał broń do mordowania Palestyńczyków. Zamiast realnego, konsekwentnego antyimperializmu, dostajemy iluzję sprawiedliwości. Dobrze się ona sprzedaje. Jest wygodniejsza od mozolnej pracy i walki o systemową zmianę.

Ale jeśli ją kupisz i dasz się udobruchać kilkoma nic niewartymi obietnicami, za parę lat będziesz oglądać kolejną wojnę, kolejne ludobójstwo. Imperialistyczny porządek świata nie jest serią błędów, dającą się naprawić zmianą przywódcy, partii rządzącej czy sojuszu międzynarodowego. Jest nieodłączną częścią kapitalizmu, jakkolwiek „ludzki” i „społeczny” by on nie był. To, czego potrzebujemy, to zmiana systemowa — a jej nie osiągniemy bez poświęcenia czasu i sił na budowę zdyscyplinowanego, bezkompromisowego i radykalnego ruchu politycznego, zdolnego do ukrócenia morderczych ambicji naszych władców.

Zwycięstwo Iranu oznacza dla mieszkańców Bliskiego Wschodu wejście z deszczu pod mżawkę. Niech złapią choć chwilę oddechu, zanim znowu się rozpada. My, Europejczycy, musimy natomiast brać się do pracy. Mamy ważne obowiązki, a świat na nas czeka już i tak zbyt długo.

Czerwoni

Autor: Czerwoni

Czerwoni zrzeszają socjalistów i socjalistki oraz promują socjalizm, feminizm, patriotyzm, antykapitalizm i antyfaszyzm.

Dodaj komentarz