Kategorie
Opinie

Rak parlamentaryzmu

System, w którym funkcjonuje nasze społeczeństwo, obfituje w mechanizmy chroniące elity finansowe i zapobiegające przejęciu władzy przez klasę pracującą. Jednym z nich – dającym ludziom złudzenie wpływu na rzeczywistość – są wybory parlamentarne. Trwająca już od jakiegoś czasu przedwyborcza gorączka i pokazowa walka niewiele różniących się od siebie ugrupowań zdecydowanie to potwierdzają. Można to porównać do sporu o kolor farby, podczas gdy ściany pokoju są w całości zagrzybione.

Gdy przypatrzymy się uważniej otaczającym nas realiom i relacjom na linii politycy-kapitał, trudno oprzeć się wrażeniu, że demokracja jest tylko fasadą. „Kto ma pieniądze, ten ma wszytko w ręku: Jego władza, jego są prawa i urzędy” – pisał Kochanowski. To trafne stwierdzenie nie straciło na aktualności. To bogaci rządzą światem, to oni rządzą państwami – przekupują i wywierają naciski na polityków, urzędników, sędziów, prokuratorów, policję itd. Nam pozostaje jedynie wiara w sprawiedliwość systemu i możliwość jego zmiany w wyznaczonych przez niego granicach. Bezpiecznikiem dla kapitalizmu jest polityka socjaldemokratyczna, po którą sięga kapitał, kupując sobie spokój w razie wzrostu niepokojów społecznych, spowodowanych kryzysami, pogłębianiem się ubóstwa, bezrobociem czy wzrostem liczby osób bezdomnych.

Socjaliści i socjalistki od wielu już lat toczą spory, czy należy uczestniczyć w wyborach na zasadach demokracji liberalnej, konkurując o głosy ludzi z partiami reprezentującymi interesy kapitalistów oraz czy ma być to główna arena walki o socjalizm, czy też jedynie platforma do promowania idei socjalistycznych. Jednak w krajach europejskich i innych wysoko rozwiniętych technologicznie nigdy nie udało się – choćby na chwilę – zerwać z dyktatem klasy posiadającej metodą parlamentarną. To zdaje się niemożliwe również obecnie. Pomijając już kwestię subwencji partyjnych, które spływają do kieszeni największych partii, w grę wchodzą także sowite dotacje od biznesmenów (np. jak ostatnio ujawnione wpłaty milionerów na konto Platformy Obywatelskiej). Kapitał posiada również media, a występujący w nich eksperci należą do think tanków hojnie finansowanych przez biznes, głównie zagraniczny. Konkurencja na polu parlamentarnym w naszym regionie jest więc z góry skazana na porażkę ze względu na trudność przebicia się do mas ze swoim przekazem oraz nieprzychylne nastawienie mediów.

Droga parlamentarna poza swoją nikłą skutecznością ma też dotkliwe konsekwencje dla ruchu pracowniczego. Tracąc siły na promocję pojedynczych polityków-„reprezentantów” oraz całej partii w celu pozyskania głosów w przyszłości, pozbawia się de facto szansy na zbudowanie prawdziwego ruchu ludzi pracy, dążącego do zmiany systemu.  

Politycy parlamentarni chcą być postrzegani jako wybawiciele w oczach „ludu”. Owi reprezentanci pokazują na swoich mediach społecznościowych, jak wychodzą do maluczkich, starając się udowodnić, że kto jak kto, ale oni to dbają o zwykłych ludzi. Jednak takie pomaganie ma głównie na celu poprawienie sobie wizerunku w roku wyborczym (co jest ostatnio wyraźnie dostrzegalne, obserwując naszych parlamentarzystów). Ich intencje są natomiast oczywiste zarówno dla większości osób przyglądających się z zewnątrz, jak i dla tych, którym się pomaga. Poza tą kwestią należy zauważyć, że dany mechanizm pomocy ze strony promujących się polityków działa na zasadzie urzędu – Pan/Pani się do nas zgłosi, my sprawę załatwimy (choć częściej nie załatwimy). Nie ma to nic wspólnego z budową szerokiego ruchu ludzi walczących o swoje prawa i interesy, który musi być zbudowany na bratersko-siostrzanych relacjach jego uczestników. W końcu sukcesem nie jest zdobycie paru tysięcy głosów ludzi, dla których cała aktywność polityczna ogranicza się do wrzucenia karty do urny raz na cztery lata i umieszczenia cytatu Marksa w opisie profilu na Facebooku. Zmiany systemu nie da się ograniczyć do pojedynczego aktu oddania głosu. System to całe mechanizmy gospodarcze, społeczne i polityczne. To także określona kultura i sposoby, w jakie pojedyncze osoby mogą partycypować w podejmowaniu decyzji na różnych szczeblach władzy. Jeżeli zmiana ogranicza się do tego, że wymieniamy polityka, który nie słucha próśb – na polityka, który tych próśb czasami słucha – to nie zmieniamy nic. Wyzwolić musimy się sami, nikt za nas tego nie zrobi.

Prawdziwym osiągnięciem jest zorganizowanie społeczności osób walczących o swoje interesy i poprawę sytuacji ekonomicznej. Zorganizowane i radykalne grupy, dzięki większym możliwościom wywierania nacisków, są w stanie wywalczyć podobne zmiany prawne, co politycy opozycyjni (np. bonifikata z BGK przy wykupie mieszkań pozakładowych i ustawa reprywatyzacyjna wywalczone przez ruch lokatorski). A dodatkowo robią coś znacznie więcej – upodmiotawiają uczestniczących w nich ludzi i uczą ich, jak działać dla wspólnego dobra. Oddolne ruchy, w przeciwieństwie do polityki parlamentarnej, bazują na współpracy, samoorganizacji i ciągłym powiększaniu swojego grona. Zmiany systemu nie będzie (i być nie może) bez silnych, radykalnych związków zawodowych i organizacji lokatorskich. Kluczowe również jest wzajemne przenikanie się ich z organizacjami socjalistycznymi, które jeśli do końca świata nie chcą pozostać w roli nic nieznaczącej kanapy, pełnej rewolucjonistów-marzycieli, muszą angażować się w życie tych grup. Obecność potężnych organizacji związkowych i lokatorskich nie jest gwarancją sukcesu, ale pierwszym i niezbędnym krokiem w kierunku budowy społeczeństwa prawdziwie demokratycznego.

Częstym argumentem za udziałem w parlamentarnej walce jest większa możliwość dotarcia do ludzi ze względu na (mimo wszystko jakąś) ekspozycję medialną. Jednak z doświadczeń partii na zachodzie Europy wynika, że wejście do parlamentu nie gwarantuje dalszego wzrostu popularności w społeczeństwie, a często kończy się dla ugrupowania stagnacją na poziomie kilku procent poparcia. Nowa, radykalna organizacja staje się po prostu kolejną z wielu partii opozycyjnych w szeregu. Poza tym, trzeba mieć na uwadze fakt, że polityka parlamentarna jest mocno deprawująca. Mimo że początkowo organizacja socjalistyczna, zbudowana na pewnej bazie społecznej, może mieć radykalne postulaty, po wejściu na ścieżkę parlamentaryzmu z dużą dozą prawdopodobieństwa zacznie walczyć jedynie o zachowanie mandatów i źródeł finansowania. Siłą rzeczy, parlamentarzyści i góra partii będą bronić przede wszystkim swoich interesów, jako że demokracja liberalna zapewnia „reprezentantom społeczeństwa” dość wygodne życie, co dodatkowo odrywa ich od codziennych problemów ludzi. Zatraca się wówczas cel takiego ugrupowania, które zaczynało jako partia reprezentująca interesy ludzi pracy, jednak w pogoni za głosami i sponsorami, z czasem sama musi ugrzeczniać swój przekaz i szukać głosów także wśród liberałów i beneficjentów systemu kapitalistycznego.

Parlamentaryzm podporządkowuje sobie ostatecznie wszystko, zostaje nadrzędnym celem i środkiem. Rozwój organizacji w innych kierunkach staje się zbędny, a współpraca z innymi organizacjami społecznymi zostaje zredukowana do zabiegania o poparcie w roku wyborów. Ostatecznie, wewnętrzne gnicie takiej organizacji przełoży się na postrzeganie całego ruchu.

Miejsce organizacji socjalistycznej – tak jak już wspominałem – powinno być obok związków zawodowych, grup lokatorskich, stowarzyszeń walczących o poprawę losu niepełnosprawnych czy bezdomnych itd.. Współpraca i pomoc takim grupom nie może być zrywowa, a długofalowa i wytrwała, inaczej jest mało warta. Socjalistki i socjaliści powinni także osobiście zapisywać się do tychże organizacji, jeśli tylko jest to możliwe. To wszystko ma na celu przede wszystkim zdobycie doświadczenia, nowej wiedzy i znajomości, pomoc w realizacji dążeń danej grupy, a w dłuższej perspektywie zachęcenie jej członków do podjęcia radykalniejszych działań.

Alternatywa może być na razie mglista i zdawać się nierealna, ale już dziś widać, że europejska i amerykańska demokracja liberalna wchodzi powoli w fazę głębokiego kryzysu. Destabilizacja systemu rodzi możliwość przejęcia władzy przez ruch pracowniczy, jednakże z oczywistym zastrzeżeniem, że będzie on naprawdę dobrze zorganizowany. W innym wypadku będziemy musieli się liczyć z tym, że główna oś walki społecznej zostanie wyznaczona na płaszczyźnie tożsamościowej, co może skutkować prześladowaniami mniejszości i pogorszeniem sytuacji ubogich. Demokracja liberalna umiera i to tylko od nas zależy, czy to my zatańczymy na jej grobie, czy skrajna prawica.

To najwyższa pora na pozbycie się złudzeń, że droga parlamentarna jest właściwa dla socjalistek i socjalistów. Z każdym dniem jestem coraz bardziej przekonany, że jedynym rozsądnym kierunkiem dzisiaj jest pokorna, wytrwała budowa ruchu pracowniczego przy jednoczesnym zaprzestaniu karmienia raka parlamentaryzmu.

Leon Brzeski

W ilustracji tytułowej wykorzystano rysunek “The Bosses of the Senate” autorstwa Josepha Kepplera.

Dodaj komentarz